piątek, 17 stycznia 2020

Witryna z Ćmielowem lata 60


      Dość późno przekonałam się do porcelany z  Ćmielowa z lat 60. Właściwie wszystko się rozpoczęło gdy nie skorzystałam z okazji zakupu serwisu Dorota. Do dziś wspominam to, jako szczyt swojej "głupoty". Cóż, jak zwykle stara prawda, ciągle aktualna "okazje się nie powtarzają". 
    Z lat 60 najbardziej kreatywne wydają mi się wszystkie projekty Lubomira Tomaszewskiego. Jest to człowiek, który przerósł o kilkadziesiąt lat czasy w których żył. Typowy wizjoner, szukający ciągle nowych rozwiązań. Jeśli chodzi o porcelanę użytkową to jego największym dziełem były dwa serwisy "Ina" i "Dorota" z 1962r. Do dziś wydają się niezwykle kosmiczne i nowatorskie. Oczywiście to samo można powiedzieć o figurkach projektu Tomaszewskiego, prawdziwe science fiction, niczym opowiadania Stanisława Lema w latach 60. 
       Oprócz "Doroty" i "Iny" najbardziej do mnie przemawia serwis ćmielowski "Krokus" W. Potockiego z 1962.  Przypomina mi unikatowy serwis "Krokus" z Miśni, który powstał w okresie secesji. 
Ten wzór  Ćmielowa  udało mi się zakupić w dość ciekawych malaturach. 
Na pierwszym zdjęciu elementy "Krokusa" w wersji drapanej. W głębi zestaw dla palacza też w malaturze drapanej.
"Krokus" w wersji karcianej
Kolejne zdjęcie to mocno współczesna malatura "Krokusa". Na przodzie widoczna jest jedna z moich bombonier w stylu Zofii Stryjeńskiej.
Na koniec malatura bryzgana kojarzy mi się z pierogami, pewnie niektórzy z Was wiedzą co mam na myśli. 
Dla zainteresowanych wywiad z Lubomirem Tomaszewskim:
https://tvn24.pl/inny-punkt-widzenia,37,m/lubomir-tomaszewski,461230.html

Na koniec dodam, że po latach 60 kolejne dekady nie były tak twórcze i nowatorskie dla Ćmielowa. Lubomir Tomaszewski wyemigrował do USA. Ówczesne władze firmy skupiły się na nieudolnym odtwarzaniu stylistyki wzornictwa Drucki Lubecki. Pamiętamy te czasy, że co wyprodukowali to sprzedali, bo na rynku nic lepszego nie było. Podobnie było w wielu innych branżach. Najlepszym tego przykładem jest meblarstwo, które było bardzo aktywne i bogate w ciekawe wzornictwo w latach 60. W latach 70,80 i 90 przeszło zminę w kierunku "powszechnej tandety". 

niedziela, 22 grudnia 2019

Boże Narodzenie 2019


                        Życzę WAm 
           ZDROWYCH, SPOKOJNYCH 
         ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA 
   W RODZINNEJ ATMOSFERZE MIŁOŚCI,                POGODY DUCHA I POKOJU.











sobota, 7 grudnia 2019

WITRYNKA Z ĆMIELOWEM ART DECO

        Jak wiecie w mojej kolekcji jest też porcelana ĆMIELÓW, która po przeprowadzce do nowego domu ciągle stała w kartonach, z uwagi na brak dla niej witryny. Niedawno problem udało mi się rozwiązać i witryna została zakupiona. Na razie, wstawiłam jedynie najlepsze kąski do niej. Co stało się pretekstem do tego postu. Podzieliłam wpis na dwie części, kierując się okresem z jakiego pochodzi porcelana "Ćmielów". Dzisiaj skupiłam się na przedwojennej. Zbieram najchętniej sztandarowe wzory z lat 20 i 30. Staram się aby były też zdobione w typowych wzorach z okresu art deco. Brakuje w mojej kolekcji "Kuli", ale biorąc pod uwagę jakie dziś są ceny na ten wzór to mogę tylko pomarzyć. Ostatnio widziałam filiżanki  w przepięknej malaturze zdobione ręcznie, aż serce mi szybciej biło na ich widok, ale niestety to już nie moja liga cenowa. Czekam tylko na cud, który umożliwi mi jej zakup. Kiedyś, moim marzeniem było posiadać różową porcelanę Ćmielowa. Kilka lat temu kupiłam olbrzymią różową bombonierę w kalce kwitnącej jabłoni lub wiśni jak kto woli. Jakiś czas temu zupełnie nieoczekiwanie kupiłam drugą malutką ale śliczną ręcznie zdobioną. Więc mam nadzieję że kiedyś stanę się też szczęśliwą posiadaczką "Kuli". A teraz moja nowa witryna ze starą porcelaną.
Na pierwszym zdjęciu dzbanek i cukiernica od serwisu herbacianego o nazwie "Płaski". Na froncie dwie filiżanki "Kaprys" a na tyłach filiżanka fason "510".
ćmielów płaski
Tu na pierwszym planie już pokazywane kiedyś dwa "Kaprysy". Do dziś nie mogę odżałować, że nie kupiłam do nich cukiernicy. Wadą jej był brak pokrywki ale dziś fajnie by razem wyglądał taki zestaw a tak cukiernica poleciała do Kanady. Na tyłach dwie filiżanki we wzorze "Bałtyk" zaprojektowanym w latach trzydziestych przez Bogumiła Marcinka.
kaprys ćmielów
Na kolejnym zdjęciu moja największa chluba. Serwis "Płaski" w charakterystycznym dla tego okresu zdobieniu i kolorze. Wspominając niewykorzystane okazje, w tym samym czasie mogłam kupić też taki sam serwis tylko w kolorze kobaltowym ale niestety zabrakło mi odwagi.
płaski ćmielów
 W towarzystwie płaskiego dwie filiżanki  ręcznie zdobione "520"
 Pamiętacie mój "Cieszyn", wersja herbaciana naprawdę piękny.
cieszyn ćmielów
 To nieznany mi wzór ale widziałam taki zestaw  też w kolorze czerwonym.
Na koniec kolos,  okazały dzbanek do herbaty "Bałtyk" wyróżniający się schodkowym profilem dolnej części.
bałtyk ćmelów
 W drugiej części tego wpisu  przedstawię Wam porcelanę z lat 60. Tak naprawdę będzie to jeden wzór z trzech, które zawróciły mi w głowie z tamtego okresu.

http://lawendowyzagajnik.blogspot.com/search/label/%C4%86miel%C3%B3w

sobota, 30 listopada 2019

URODZINOWA PERFUMIARKA

    Wprawdzie już trochę czasu minęło od  wakacji jednak zgodnie z obietnicą pokaże Wam swoją letnią zdobycz. Jest nią perfumiarka dość pokaźnych rozmiarów. To, że zbieram flakony na perfumy to za dużo powiedziane ale to, że mam do nich słabość to określenie jak w sam raz.
    W tym roku wakacje były bardzo aktywne ponieważ zrobiliśmy sobie objazdówkę Budapeszt, Wiedeń i Praga. Do Wiednia może wrócę w innym poście. Dziś będę wspominała pobyt w Pradze.
Kilkukrotnie byliśmy w tym mieście jednak pierwszy raz zakwaterowaliśmy się po stronie Hradczan. Tam właśnie upatrzyłam sobie antykwariat, w którym dostrzegłam szklaną perfumiarkę w błękitno-szarych kolorach, pięknie udekorowaną emalją w stylu art nouveau znanym jako secesja. Zaglądałam do antykwariatu każdego dnia. Ostatecznie w dniu wyjazdu poszłam ją zakupić a właściwie mąż poszedł ze mną abym wybrała sobie prezent na urodziny. Tegoroczny prezent urodzinowy wygląda właśnie tak, voló la.

stara perfumiarka
 Teraz moja stara perfumiarka Ducobu ma koleżankę.
ducobu glass

Przy okazji zaraz po secesji było art deco to i  na tą okoliczność też się coś znajdzie. Lata 20-30 Flakon szklany Marcel Franck.

bottle perfume


http://lawendowyzagajnik.blogspot.com/2014/09/perfumiarka-aducobu.html
http://www.antykibukowski.pl/felietony/zobacz/95.xhtml

poniedziałek, 11 lutego 2019

Manufaktura Porcelany w Błotnicy koło Złotego Stoku

skróty sygnatur: HPM, RPM, BLP, RP
W 1828 roku Daniel Seger ze Złotego Stoku buduje w Błotnicy jedną z najstarszych manufaktur porcelany na Śląsku. Wytwarza się w niej wyroby z porcelany i kamionki. 
W 1835 roku manufakturę odkupuje Joseph Hasak pochodzący również ze Złotego Stoku. Poszerza on asortyment i rozpoczyna produkuję cybuchów porcelanowych do modnych wówczas długich fajek, zdobionych kolorowymi ornamentami i scenkami rodzajowymi. 
Od 1855 roku kolejnym właścicielem manufaktury zostaje Max Blanke, który dalej ją rozwija, zwiększając przy tym zatrudnienie. Przedsiębiorstwo w tym okresie przyjmuje nazwę "Jacht & Co". Adres fabryki podawano jako Błotnica leżąca między Paczkowem a Złotym Stokiem. Była to, jak na owe czasy, duża fabryka z kompleksem hal, w których znajdowały się: młyny, mieszalniki, prasy formierskie i piece do wypalania porcelany. 
Z końcem wieku przyjmuje nazwę: "Złotostocka Manufaktura Porcelany" w Błotnicy - Złotym Stoku (Reichensteiner Porcelan Manufaktur in Plottnitz-Reichenstein in Schl)

Jednak firma , pod koniec stulecia popada w tarapaty finansowe. Uruchomienie fabryk papierosów kończy epokę fajek porcelanowych. Wiosną 1893 roku w prasie ukazuje się ogłoszenie:
"Znana i renomowana fabryka Porcelany w Błotnicy - Złotym Stoku 8 czerwca o 9-tej zostanie przymusowo zlicytowana. Błotnica k/Złotego Stoku położona jest pięknych stronach Górnego Śląska w pobliżu uzdrowiska Lądek Zdrój, w najbliższym czasie otrzyma połączenie z Kamieńcem. Stacja kolei wąskotorowej ma być w pobliżu zakładów. Budynki, maszyny i formy znajdują się w dobrym stanie. Pracownicy okoliczni nadzwyczaj odpowiedzialni a zarobki są niskie. Surowce i materiały do produkcji oraz węgiel znajdują się blisko. Kontynuowana dotychczas produkcja pozwoli utrzymać klientów do momentu sprzedaży zakładu."


Manufakturę kupił, w 1897 roku, właściciel kopalni i huty arsenu Hermann Güttler. Zmienił on jej profil, uruchamiając wpierw produkcję materiałów szamotowych i retort ceramicznych, a później farb opartych na czerwieni żelazowej (otrzymywanej z mielonych wypałków arsenowych) oraz farb wapiennych i ceramicznych. W roku 1923 fabryka wyprodukowała 3.000 ton tych farb. Produkcja ich była kontynuowana przez Niemców aż do 1945 roku . 
Sława tych okolic wynikała głównie z Kopalni Złota położonej w Złotym Stoku. Obecnie jest tam, ciekawy kompleks muzealny, w którym znajduję się między innymi izba pamięci. To w niej spotkałam przykłady porcelany, której fabrykę dziś opisuję. Do tej pory zwykle natykałam się na słabej jakości obiekty z manufaktury  błotnickiej, tam zobaczyłam  przedmioty, które mnie zachwyciły. 

porcelana śląska
Najciekawsza wydała mi się, stojąca w głębi filiżanka z przykrywką do kakao a na niej ręcznie malowana panorama Złotego Stoku. Coś pięknego. Domyślam się, że cena też  niczego sobie, pewnie większa niż za Miśnię. Jest to obiekt unikatowy, którego nigdzie indziej nie spotkam.
porcelana błotnica

porcelana złoty stok

stara porcelana śląska

W swoich zbiorach nie posiadam niczego z Błotnicy ale posiadam namiastkę, dosłownie i przenośni,  jakiegoś naczynia a potwierdzeniem jest sygnatura  na spodzie. 

Jestem kolekcjonerem więc czasem nie chodzi o przedmiot, który nabywam ale raczej o sygnaturę której nie posiadam w swoich zbiorach.

źródło:  Wikipedia oraz

środa, 1 sierpnia 2018

WAKACYJNE ZDOBYCZE

    Wakacyjne wyjazdy to nie tylko odpoczynek ale również nowe miejsca do poszukiwań. Po drodze nad polskie morze nie ominęłam żadnego antykwariatu. W jednym z nich kupiłam filiżanki z drugiej połowy XIX wieku bez sygnatur. Odkąd mam większe doświadczenie w materii porcelanowej i bez problemu wyławiam  najstarsze jej egzemplarze, mam pokusę na zakup  nawet nie oznakowanych przedmiotów. Kryterium zakupu jest wtedy mój "nos". Zwykle w takich przypadkach  udaje mi się wynegocjować bardzo atrakcyjne ceny.
   Pierwsza filiżanka miała być Miśnią, jednak według mnie, z Miśnią ona nie ma nic wspólnego. Wysokie prawdopodobieństwo, że to śląski wyrób ewentualnie Berlin czy Czechy. Filiżanka jest bardzo duża i w bardzo ładnym stanie. Na razie jestem na etapie poszukiwania skąd może pochodzić. Charakterystyczne jest tu złocenie z zieloną lamówką, ponieważ wzór kwiatowy to typowy Śląsk. Na rynku wyroby śląskie są przeciętnych lotów jednak zdarzają  się zwłaszcza w muzeach takie egzemplarze, których nawet Miśnia by się nie powstydziła. W tamtym roku spotkałam w Złotym Stoku przepiękną filiżankę z Błotnicy za czterocyfrową kwotę w euro. Jak odszukam zdjęcia, to coś Wam popiszę na ten temat. Zwłaszcza, że w nietypowych okolicznościach stałam się posiadaczkę skrawka porcelanowego z sygnaturą tej manufaktury. 

porcelana śląska

miśnia porcelana
  Dwie kolejne filiżanki  niezbyt wysokich lotów są również zdobione ręcznie na porcelanie z dużą ilością spieków. Tym razem sprzedawca ustalił, że to Śląsk. Przychylam się do tej tezy, może być to mała fabryka porcelany powstała w 1857r w Sophienau (obecnie Jedlina Zdrój). Ostatnio Zofiówka u mnie była często wspominana. Na początku jej działalności miała dość specyficzne oznakowanie, które jest mało znane i często pomijane jako znak identyfikujący. Zwykle jak mam wątpliwości co do sygnatury staram się porównać przedmiot ze znanymi sobie obiektami, które często mogą mieć jakieś nawiązanie.
 Tu nasuwa się konkluzja im mniejszy obszar Waszych zainteresowań tym łatwiej przychodzi zapamiętanie pewnych szczegółów charakterystycznych dla danej grupy przedmiotów.

old porcelain

śląska porcelana
Mam nadzieję, że druga połowa wakacji będzie równie owocna zwłaszcza, że pojadę szlakiem wiedeńskiej porcelany.

czwartek, 28 czerwca 2018

Świat pełen bibeletów.

Uwielbiam porcelanę ale często przy okazji jej poszukiwania napotykam na ciekawe przedmioty.
W starym mieszkaniu ograniczała mnie ciągle mała powierzchnia. Teraz mam pole do popisu i tzw. opcję B, jak coś się  nie sprawdzi to zawsze może znaleźć miejsce w piwnicy, która zresztą też jest mieszkalna i stała się misz maszem wszystkich stylów. Dziś spróbuję udowodnić że stare, nikomu nie przydatne już przedmioty w jednym domu mogą stać się mega perełkami za rozsądne pieniądze w innym.

Na pierwszym zdjęciu obok całkiem nowej lampy, która jest ewenementem w moim domu leży stara szpula i grzybki do cerowania. Grzybki to dziś zapomniana instytucja, która była obowiązkowym akcesorium każdej pani domu. Obok znajduje się lampion na świecę u mnie jest flakonem, zwykle stoi w nim wysuszona lawenda. W tej funkcji sprawdza się idealnie. 
Te grzybki wydają sie dziwne, ale... Ostatnio na niedzielnym targu Pan miał masę rzeczy a wsród nich metalową siatkowa skrzynka, która okazała się pułapką na myszy. Gdyby nie Pani, która uprzedziła mój zakup to bym ją wzięła. Zostałam poproszona o radę w sprawie zakupu przez sympatyczną kobietę i musiałam być szczera, klatka była super. Pani zamierzała łapać w nią myszy ja bym postawiła ja dla zabawy w przedpokoju. Myślę, że robiła by za niezłą łamigłówkę pt. "Do czego służę". 
Tu mam dla odmiany lampę z lat 60, typowy modern, w której zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Idealnie pasuję do akwareli, które wiszą nad nią.
W sieciówce kupiłam lampiony. Pierwotnie miały stać na tarasie ale z czasem zagospodarowałam je w domu. W jednym trzymam płyty cd a drugi jest budką dla wypchanej kuropatwy.
Kiedyś wpadłam do sklepu ze starociami, gdzie była wyprzedaż. Zakupiłam bibelotów całe auto, ledwie sama do niego się zmieściłam. Nad głową miałam dużą lampę stojącą z makabrycznie wielkim kloszem, obok dwa stoliki nocne, kobaltowa klatka na ptaki na tylnym siedzeniu, masę ramek , taboret i trzy wypchane ptaki. Jednym z nich była kuropatwa, pozostałe to bażant złocisty i biały ptak podobny do cietrzewia. Wkrótce  potem otrzymałam w prezencie duży obraz malowany na jedwabiu, którego głównymi bohaterkami są kuropatwy. Teraz wszystko pięknie razem wygląda. 
Ci co mnie czytają, pamiętają pewnie starego posta o Maryi. Tym razem ja dostałam prezent od swojej mamy. Ta figurka stoi w salonie a moja osobista Maryja, o której już Wam wspomniałam, jest u mnie w sypialni.
Całkiem niedawno za psie pieniądze kupiłam starą szufladę od kredensu, która stała się opakowaniem do muszli otrzymanych od koleżanki, były dodatkiem do adoptowanej przeze mnie leciwej kolekcji kaktusów. Wiem, że najstarszy Starzec ma ponad 25  lat. Jak sami widzicie nawet u mnie kaktusy mają swoją historię. Dodam, że wszystkim znana muszla w brązowe kropki, jest z domu mojej babci i ma minimum 40 lat. Odkąd pamiętam zawsze leżała na toaletce w domu dziadków.
 Stara świeca, która nie chce się już palić ze starości, też ma swój urok.
To mój ostatni nabytek w stylu Victoire Rene Jules Lalique-na, pewnie wyląduje u mnie w sypialni na szafkach nocnych. Ostatnio widziałam oryginał Victoire na starociach za kilka tysięcy, ja mam namiastkę za kilka złotych.
 Taca jest trofeum upolowanym wśród śmieci. Nikt jej nie chciał chociaż jest przykładem przedwojennego rzemiosła w stylu art deco.  Czasem mam takie poczucie, że jak czegoś nie zabiorę do swego domu to zniknie na zawsze. W tym samym miejscu znalazłam dwa lata temu olbrzymie stare lustro w drewnianej ramie zdobionej sztukaterią gipsową. Trochę było naruszone zębem czasu ale ostatecznie nie było takie złe. Mówiłam wszystkim, że to 100-letnie lustro, patrzono na mnie z niedowierzaniem. Kupiłam je z uporu za całe 40 zł. Przyniosłam do domu zdjęłam jego plecy i anno domini 1904. Co mówiłam "wiedz kosztuje".
W tym samym sklepie kupiłam kaffetirę Hellem, która była rozkompletowana całkowicie. Udało mi się odnaleźć całą część dolną i szkło górne, nie mam mechanizmu do destylacji. Więc stała się przydatna  jako wazon.

 Na koniec kosz na owoce z aluminiowego drutu. Wygląda bardzo szlachetnie.
Podsumowując, myślę że nie trzeba dużych pieniędzy żeby udekorować dom w swoim stylu. Wystarczy trochę poszukać. Na trasie każdych wakacji mam takie miejsca gdzie się zatrzymuję i nigdy nie wracam z pustą ręką. Zobaczymy jak będzie w tym roku. 

wtorek, 5 czerwca 2018

Zofiówka i chabry

     Ostatnim razem rozpoczęłam temat typowego wzoru serwisów śląskich i spróbuje go rozwinąć. Często bywam na targach staroci i zwykle staram się rozmawiać z doświadczonymi osobami, które trudnią się ich sprzedażą. Tak dowiaduję się oficjalnych i nieoficjalnych informacji o przedmiotach, które mnie interesują. Tak na przykład, w jednym z postów zastanawiałam się jakim cudem elementy jednego serwisów mają różne sygnatury.

    Będąc na wyjeździe w Kotlinie Kłodzkiej usłyszałam od handlarza, że "czyste" serwisy z różnych manufaktur w okresie zimowym były malowane nie w fabrykach tylko dawano je do tzw. pracy chałupniczej. Obecnie to trochę zapomniane pojęcie, chodziło o to, że malowały je kobiety w domach, które zimą miały trochę mniej pracy w obejściu i na polach. To usprawiedliwia przeciętny poziom niektórych malatur.
     Dzisiejszy serwis w chabry czekał na mnie chyba ze dwa lata. Pierwszy raz jak go zobaczyłam w jednym z miejsc, moich częstych łowów, byłam pewna, że to "Śląsk". Jednak po dokładnych oględzinach nie znalazłam na to żadnych dowodów. Jeszcze przy tym mąż przemawiał mi do rozsądku, żebym bez sygnatur nic nie kupowała. Odpuściłam. Kolejnym razem również zaczęłam rozważać jego zakup ale wszystkie obiekcje wzięły górę. Po roku ponownie się z nim spotkałam i zaczęłam mieć nie odparte wrażenie, że na mnie czeka. Po długim okresie znów odwiedziłam znajome miejsce i on dalej tam stał już bardzo skurzony.
Ponieważ sklep od sufitu do podłogi wypchany jest starociami, więc zwykle chodzę i szperam po wszystkich dziurach. Jest to bardzo żmudna robota. Tak też było tym razem. Po wejściu do sklepu szperałam, szperałam i szperałam. Najpierw wyszperałam KPM z malaturą w stylu chińskim. Potem wzrok mój zatrzymał się na talerzykach z szafirowym rantem. Zakup ich odrzuciłam , bo po co mi talerzyki skoro w domu już ich mam od liku. Potem zmęczona szperaniem negocjowałam cenę serwisu w chabry. Po raz dziesiąty go obejrzałam. Męża przegnałam do samochodu by podjąć jedyną słuszną decyzję. Wynegocjowałam cenę na bardzo niską, zwykle za te pieniądze kupuję jedną filiżankę. Pomyślałam "trudno, widocznie na mnie czeka". Felerem całej transakcji był brak talerzyków od filiżanek.
Gdy już byłam właścicielem wszystkich upolowanych przedmiotów wróciłam usatysfakcjonowana do domu. Wszystko poszło do mycia. Wtedy zobaczyłam wyciśniętą sygnaturę Zofiówki na dwóch filiżankach. Chyba serwis podziękował mi za zabranie go do domu. Wyciski mają to do siebie, że najlepiej je zidentyfikować w dobrym świetle, którego w sklepie nie było. Ale to nie koniec, moja euforia spowodowała, że przypomniałam sobie talerzyki z szafirowym rantem w stosach pełnych talerzy, talerzyków i innych skorup. Więc następnego dnia co zrobiłam? Pojechałam po talerzyki. Nie było to łatwe bo ogrom przedmiotów był taki, że nie mogłam odtworzyć gdzie je widziałam. Gdy już zwątpiłam, na koniec weszłam do ostatniego, zapomnianego pomieszczenia bez okna i tam w półmroku zobaczyłam talerzyki, które okazały się być od mojego kompletu. Oddałam sprzedawcy wcześniej wynegocjowaną różnicę i powiedziałam co to za manufaktura. Pewnie trochę było mu szkoda, że sam nie umiał zidentyfikować fabryki z której pochodził serwis przez co stracił finansowo. Po raz kolejny stara prawda, wiedza kosztuje.


suliszów porcelana

porcelana breslau


niedziela, 27 maja 2018

Śląskie "GRUSZKI"

     Witam wszystkich serdecznie. Ostatni rok to czas samych zmian i ciężkiej pracy nad nowym domem. Przy wszystkich etapach budowlanych równolegle trwały poszukiwania wyposażenia wnętrz. Oczywistym jest fakt w którym kierunku poszły. Takie osoby jak ja, nie kupują w sklepie rzeczy, które udają, że są wiekowe. Zasada jest jedna albo coś jest nowe, albo coś jest stare, nie ma nowo-starych rzeczy. Czasem kupuję coś mojej mamie, która często zadaje mi śmieszne pytanie "czy coś jest używane?." Zawsze odpowiadam jedno, jak coś jest stare to musi być używane.
  Wiem, że zaniedbałam swój blog, jednak pasję do starej porcelany ciągle w sobie pielęgnuję. Pomimo, że czasem skręcam w inne kierunki to jednak ciągle wracam do mojego hobby. Jestem na tym etapie, że miejsce w witrynach jest już tyle samo warte co eksponaty, które kupuję. Ciągle dokupuję witryny, które szybko zostają zapełnione. Obecnie szukam witryny na Ćmielów, leżący od roku w pudłach nierozpakowany. 
    Ostatnio kupiłam  serwis w chabry w dość ciekawych okolicznościach, któremu  następnym razem poświęcę odrębny post. Przy okazji tego zakupu, siedząc w fotelu i podziwiając swoje zbiory porównywałam poszczególne części  z kilku serwisów  śląskich. Na początku swego zbieractwa nie rozróżniałam drobnych detali, dziś widzę różnice, które i Wam chcę pokazać. Dziś typowe śląskie dzbanki z końca XIX o kształcie gruszki. 

Pierwszy dzbanek to Suliszów  Zofiówka założona 1857 roku. 
stara porcelana


Drugi dzbanek to Fabryka Kristera w Wałbrzychu, założona w 1820 roku.
śląska porcelana

breslau porzellan
Kolejny to mój prezent urodzinowy Stary Zdrój  Karla Tielscha (Altwasser). Manufaktura powstała w 1845 roku.
carl tielsch porcelain

carl tielsch
 Ostatni, to także Krister z Wałbrzycha.
krister porcelana śląska
W zestawieniu widać, że różnią się wielkością, kształtem uszka i pokrywki. 
breslau porzelan